- Trzy, dwa, jeden - Delta 2 wystartowała w poszukiwaniu gwiazd i galaktyk nie widzianych nigdy wcześniej - usłyszeli Amerykanie oglądający start rakiety NASA. Ma ona na pokładzie satelitę badawczego, który dzięki specjalnemu systemowi skanowania kosmosu pozwoli obejrzeć wszechświat w zupełnie nowy sposób.
Satelita badawczy zostanie niebawem umieszczony na orbicie i rozpocznie pracę. Okrążając Ziemię, będzie obserwował otchłanie przestrzeni kosmicznej. Technologia zastosowana przez inżynierów z NASA pozwoli spojrzeć na kosmos świeżym okiem.
"Jak komar"
- Będziemy oglądać ciepłe elementy wszechświata - wszystko, co grzeje. Tak jak komar, który widzi w podczerwieni i szuka ciepłych organizmów - tłumaczył dla TVN24 astronom z obserwatorium w Toruniu Jerzy Rafalski.
Awaria
Start rakiety Delta 2 odbyć miał się już w piątek. Na przeszkodzie stanęła jednak awaria układu sterującego. Usterka szybko została usunięta i poniedziałkowy start przeszedł bez problemów.
Rakieta wystartowała z bazy niedaleko Los Angeles o wschodzie słońca.
Teleskop Hubble'a zrobił fotografię przedstawiającą najodleglejsze rejony Kosmosu. Pokazuje ona galaktyki sformowane zaledwie 600 milionów lat po Wielkim Wybuchu. Żadne takie obiekty nie były dotąd widziane w tak młodym wieku.
Nowe ujęcia najodleglejszych części Kosmosu nie są jednak tylko ciekawostką naukową. Pomogą bowiem zrozumieć, w jaki sposób formowały się galaktyki we wczesnych latach Wszechświata, podaje NASA.
Fotografia pokazuje je bowiem w momencie, w jakim znajdowały się miliony lat temu (zobacz fotografię w wysokiej rozdzielczości na stronie NASA).
Czas na nowy teleskop
Zrobiona w bliskiej podczerwieni jest efektem zainstalowania nowej kamery WFC3/IR w teleskopie. Daje to możliwość fotografowania najodleglejszych obiektów, które mogą być zaobserwowane tylko w tej długości fali.
Zdjęcie teleskop wykonywał przez 4 dni, poświęcając samej ekspozycji w sumie 173 tys. sekund.
Jak jednak donosi NASA, mimo sukcesów Hubble'a, niebawem jego miejsce zajmie nowe urządzenie. Będzie to, już w 2014 roku, James Webb Space Telescope (JWST), który spojrzy jeszcze głębiej w Kosmos.
Marzysz o turystycznym locie w kosmos? Nic prostszego. Już za kilkanaście godzin amerykańska spółka słynnego Richarda Bransona przedstawi pojazd, który będzie mógł zabrać cię na orbitę. Wystarczy jedyne 200 tys. dolarów.
Super-nowoczesny pojazd SpaceShipTwo zostanie pokazany na pustyni Mojave, położonej między Los Angeles i Las Vegas. Jednocześnie na przejażdżkę suborbitalną będzie mógł zabrać sześciu pasażerów i dwóch członków załogi. Pierwszy lot testowy ma odbyć się już w przyszłym roku. Natomiast loty komercyjne zaplanowano na 2011 lub 2012 rok.
Ponad 100 mln dolarów
Całość projektu pochłonęła ponad 100 mln dolarów. Statek wybudowano z prywatnych pieniędzy. Do jego budowy użyto włókna węglowego. Wyposażony jest w hybrydowy silnik odrzutowy.
Branson zapewnia, że przez ten projekt chce sprawić, by normalny człowiek mógł pozwolić sobie na lot w kosmos. Cena biletu choć bardzo wysoka jest sto razy mniejsza od tej jaką zapłacił, do tej pory jeden z nielicznych kosmicznych turystów, który poleciał z NASA i Federacją Rosyjską. Wówczas mówiono, że zapłacił około 20 milionach dolarów.
Pomysłodawcy projektu zapewniają pasażerom dwugodzinny lot podczas, którego oprócz oglądania Ziemi z orbity doświadczą stanu nieważkości.
Virgin Galactic obiecuje sukcesywne obniżanie kwoty 200 tys. dolarów - wszystko w miarę upowszechniania się technologii. Spółka zapewnia także bezpieczeństwo lotu. Program prowadzony jest ściśle wokół tematu bezpieczeństwa oraz minimalnej ingerencji w kondycję pasażerów. Całe przygotowanie do lotu ma zająć około 3 dni.
Masz internet? Masz szansę stać się częścią olbrzymiego astronomicznego przedsięwzięcia. Internauci mają pomóc astronomom w sklasyfikowaniu 250 tysięcy galaktyk. To część społecznościowego projektu naukowego "Galaktyczne Zoo", w którym od środy mogą wziąć udział także polscy użytkownicy internetu.
Program "Galaktyczne Zoo" trwa od 2007 roku. Zaangażowało się w niego już 150 tysięcy osób na całym świecie, w tym ponad 10 tysięcy z Polski.
"Galaxy Zoo" to nowatorski projekt mający wspomagać naukowy program badawczy "Sloan Digital Sky Survey". Jego celem jest stworzenie trójwymiarowej mapy milionów galaktyk i kwazarów znajdujących się w obszarze stanowiącym ponad jedną czwartą nieba widocznego z Ziemi. Cyfrowa mapa nieba stworzona na podstawie optycznego przeglądu ma być następnie udostępniona nie tylko naukowcom, lecz również wszystkim użytkownikom internetu
W ciągu trwającego 18 miesięcy pierwszego etapu projektu, użytkownikom globalnej sieci udało się określić typ blisko 75 procent z ponad miliona galaktyk uwiecznionych na fotografiach wykonanych przez znajdujący się w stanie Nowy Meksyk w USA automatyczny teleskop o średnicy zwierciadła głównego 2,5 metra.
Sklasyfikuj galaktykę- dziwoląga
W zainaugurowanej na początku bieżącego roku, a w środę udostępnionej w polskiej wersji drugiej fazie "Galaktycznego Zoo" zadaniem internatów jest sklasyfikowanie najbardziej niezwykłych galaktyk, czyli między innymi tych, których w pierwszym etapie nie można było zaliczyć ani do grupy obiektów o budowie spiralnej, ani do grupy galaktyk eliptycznych. W większości są to obiekty będące skrzyżowaniem galaktyk typu eliptycznego i spiralnego, ale na fotografiach zdarzają się też soczewki grawitacyjne czy zaskakujące kolizje.
- Można powiedzieć, że w drugiej fazie projektu klasyfikowane są najciekawsze obiekty - te najjaśniejsze lub galaktyki-dziwolągi, czyli ciała niebieskie, co do których nie mamy pewności, jak powstały i do jakiej grupy należałoby je przyporządkować. Dlatego tak ważne jest wydobycie szczegółów dotyczących różnic w budowie tych obiektów - wyjaśnia dr hab. Lech Mankiewicz, dyrektor Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, instytucji, która razem z programem edukacyjnym EU-HOU i portalem Astronomia.pl koordynuje polską część projektu "Galaktyczne Zoo".
Jeśli zamierzaliście w najbliższych miesiącach polecieć w kosmos, to musicie zmienić plany. Z powodu podwojenia stałej załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) do sześciu członków, zabrakło tam miejsca dla kosmicznych turystów - poinformował rosyjski astronauta Siergiej Krikalow.
Krikalow - odpowiedzialny za załogowe loty kosmiczne - wyjaśnił w czasie egzaminów dla członków kolejnej misji planowanej na koniec grudnia, że wcześniej kosmiczni turyści mogli dotrzeć na stację razem z członkami załogi rosyjskiego statku Sojuz, a później wrócić z nimi na Ziemię.
- Teraz, gdy zwiększyliśmy liczebność stałej załogi do sześciu osób, nie ma wolnego miejsca - powiedział i dodał, że "sytuacja nie zmieni się w czasie najbliższych lotów".
Lot za 35 mln dol.
Ostatnim kosmicznym turystą był w październiku założyciel słynnego Cyrku Słońca Guy Laliberte, który zapłacił za tę przyjemność 35 mln dolarów.
Będzie latał tylko Sojuz
Jest to związane z planami zawieszenia do końca przyszłego roku przez amerykańską agencję kosmiczną NASA programu lotów wahadłowców. Przez co najmniej pięć następnych lat, do czasu zbudowania nowych amerykańskich załogowych pojazdów kosmicznych, komunikację pasażerską ze statkiem zapewniać będą wyłącznie statki Sojuz.
Rosyjski statek może zabrać na pokład trzech astronautów. Podwojenie stałej załogi ISS oznacza, że każdego roku Rosja będzie musiała zorganizować cztery loty, a nie dwa, by umożliwić rotację na stacji.
Zakończyła się 14-dniowa misja amerykańskiego promu Discovery. Wahadłowiec wylądował bezpiecznie na kalifornijskiej pustyni Mojave. Z powodu złej pogody lądowanie nie mogło się odbyć na Cape Canaveral na Florydzie.
Wahadłowiec z siedmioosobową załogą wrócił z misji, której celem było dostarczenie zaopatrzenia, sprzętu i aparatury naukowej do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), przy której Discovery był przycumowany przez ponad osiem dni.
"Witajcie w domu. gratulujemy trudnej misji" - brzmiały pierwsze słowa jakie usłyszeli astronauci po powrocie.
Lądowanie za dwa miliony
Wcześniej zła pogoda na Florydzie, w rejonie przylądka Canaveral, gdzie znajduje się główne lądowisko, zmusiła agencję NASA do odroczenia planowanego na czwartek lądowania promu, co najmniej o jeden dzień.
NASA starała się w miarę możliwości uniknąć lądowania Discovery w Kalifornii lub w bazie White Sands w Nowym Meksyku, ponieważ prom trzeba będzie następnie przetransportować "na grzbiecie" Boeinga 747. Koszt tej operacji wyniesie około dwóch mln dolarów. Nie udało się.
tvn24.pl
---
W Wakacje najciekawszymi wydarzeniami na niebie było - zaćmienie słońca w Chinach, Spadające odłamki komety - perseidy, start promu Discovery.
Strona kastro.xn.pl zajęła 2 miejsce w konkursie na najlepszą szkolną stronę o tematyce astronomii. Organizowaną przez Olsztyńskie planetarium. Nazwa konkursu nosi nazwę Astronomiczne Okienko ;)
Rankiem w niedzielę Słońce wstąpiło w znak Raka, rozpoczynając tym samym astronomiczne lato. Pory roku zawdzięczamy odpowiedniemu nachyleniu osi obrotu naszej planety do płaszczyzny jej ruchu okołosłonecznego (ekliptyki). Oś obrotu tworzy z ekliptyką kąt 66,5 stopnia, dzięki czemu przez pół roku na działanie promieni słonecznych bardziej wystawiona jest półkula północna, a przez drugie pół roku - półkula południowa.
Dwa razy w roku Słońce znajduje się w punktach, w których ekliptyka przecina się z równikiem niebieskim (czyli rzutem równika ziemskiego na sferę niebieską). W momentach tych mamy do czynienia ze zrównaniem dnia z nocą i początkiem astronomicznej wiosny lub jesieni.
W dwóch innych ważnych momentach Słońce znajduje się w maksymalnej odległości kątowej od równika niebieskiego. Słońce jest wtedy albo 23,5 stopnia ponad równikiem albo 23,5 stopnia pod nim. W tym pierwszym przypadku Słońce wstępuje w znak Raka i na półkuli północnej mamy do czynienia z początkiem astronomicznego lata.
W tym roku do tego zdarzenia doszło wniedzielę, tj. 21 czerwca o godzinie 7.45 naszego czasu.
Lato rozpoczyna się każdego roku w trochę innym momencie ze względu na to, że w naszym kalendarzu mamy do czynienia z całkowitą liczą dni w ciągu roku (365 lub 366), natomiast pełen obieg Ziemi dookoła Słońce zajmuje 365,24 dnia. AOL
Potężny bolid, który obserwowano w Polsce w ostatnim dniu maja niestety nie zakończył się spadkiem meteorytu - informuje Pracownia Komet i Meteorów (PKiM) na swojej stronie internetowej. Wieczorem 31 maja niebo nad północną Polską rozświetlił bolid o jasności większej od Księżyca w pełni. Zaobserwowało go wielu naocznych świadków, ale - co ważne - został on zarejestrowany przez dwie stacje bolidowe Polskiej Sieci Bolidowej. Dane te pozwoliły Przemysławowi Żołądkowi - prezesowi Pracowni Komet i Meteorów, obliczyć trajektorię ciała w naszej atmosferze.
Meteoroid wtargnął w górne warstwy atmosfery na wysokości 115 km z prędkością 36 km/s, lecąc z grubsza ze wschodu na zachód i wchodząc pod kątem 45 stopni do powierzchni Ziemi. Składał się z lekkiej i mało gęstej materii kometarnej, przez co nie przetrwał przelotu i skończył się na wysokości 75 km w postaci efektownego błysku nad Kościerzyną.
Spadek potencjalnego meteorytu okazał się niemożliwy, ze względu na zbyt dużą prędkość początkową, a przede wszystkim zbyt dużą wysokość zgaśnięcia bolidu. AOL